Autorytet

- Mamo, chcę… - Dziecko, nie teraz! Nie mam czasu na twoje ‘chcenia’! – Mamo, ja chcę tylko jechać do Basi. – Do Basi? Jest zmęczona po pracy. Po co do Basi? – Bo ona rozmawia ze mną, ma dla mnie czas i nie wścieka się, gdy czegoś chcę… Dziewczynka ok. 12 lat, mama jakieś 30 więcej. Nie wiem, kim jest Basia, jednak tęskny wzrok dziewczynki i zdruzgotany wzrok mamy pozwalają przypuszczać, że Basia to ktoś ważny dla nastolatki.

Dzieci potrzebują autorytetów, najlepiej w postaci kochających rodziców, by wyrastać na ludzi z niezachwianym poczuciem własnej wartości. Gdyby tylko rodzice chcieli nimi być…

Bycie autorytetem to ciężka praca nad sobą, nie nad innymi. To praca nad własnymi przekonaniami, wartościami i potrzebami. To, w jakich okolicznościach przyszło nam dorastać, ma mniejsze znaczenie, niż to, czy będziemy traktować to jako wymówkę czy jako sposobność do zmian. Poza przypadkami chorób i zaburzeń psychicznych, każdy wdrukowany w psychikę wzorzec można zmienić. Wymaga to dyscypliny w pracy nad zmianami sposobu myślenia odnośnie nas samych i otaczających nas ludzi.

Podejmując się takiej pracy, zgadzamy się na przejęcie odpowiedzialności za swoje własne życie, co oznacza, że nie ma winnych naszych życiowych i zawodowych porażek. – Jak nie ma winnych? Gdyby nie oni wtedy, to ja teraz... – Tak jest oczywiście łatwiej. Wykrzyczeć, oskarżyć i mieć wytłumaczenie na swój brak skuteczności. Skoro tak się zachowujemy, nie dziwmy się, że nasze dzieci są takie same wobec nas lub zniesmaczone nami, zwracają się w stronę innych ludzi.

Ludzie są jak lustra. Pokazują, co mamy do przepracowania w sobie. Gdy moje dziecko wybiera kogoś innego do rozmów, to może dlatego, że kiedyś ktoś mnie nie poświęcał czasu, więc teraz, z poziomu nieświadomych wzorców, odpłacam pięknym za nadobne. Tylko po co? Kogo chcę ukarać? Skoro wkurza mnie sąsiad swoim zabawowym stylem życia, to skąd taka ‘sztywność’ w moim życiu?  Jeżeli moje dziecko wpadło w nieciekawe towarzystwo, to nie dlatego, że nas nie słuchało, tylko dlatego, że my nie słuchaliśmy jego, nie rozumieliśmy go i zaczęliśmy popełniać błędy wychowawcze. 

 

Takie przyznawanie się przed sobą wymaga odwagi. Boimy się stracić swoją ‘wielkość’ dorosłego. Przypisujemy sobie autorytet rodzica i dzieciaki słuchać mają, bo my też musieliśmy. Tylko czy my tak zawsze słuchaliśmy? No właśnie… Czasy się zmieniają, żyjemy intensywniej, mamy więcej możliwości. I tylko jedno się nie zmienia – każdy potrzebuje mieć kogoś, dla kogo będzie kimś ważnym, nie tylko dzieckiem do wychowania. Dzieci szukają autorytetów. Nie mogąc trafić na rodziców, trafiają na innych ludzi. Czasem jest to Basia, czasem nałogi, agresja czy gang…

Autorytet to nie ktoś, kto może kazać; to postawa życiowa dążąca do harmonii. Posiadać autorytet to mieć kompas na życie. Budowanie takiego kompasu zaczyna się w dzieciństwie. – O, dobre sobie! Wiecznie kłócący się rodzice, też mi autorytety! – No fakt, nie najlepsi. Skoro te kłótnie były czymś znienawidzonym, to co było pragnieniem? Pewnie spokój. I jest autorytet. Co by Twój Spokój odpowiedział na pytanie, co warto zmienić w życiu?

Szukając winnych, nie znajdziesz autorytetu. Obwiniając innych, nie staniesz się autorytetem. Stać się autorytetem, to odzyskać wewnętrzną harmonię, to praca, która ratuje wielu. Być ‘nikim’ i stać się ‘kimś’, to pokazać, jak podnosić się z upadków, to tworzenie wzorca powodzenia życiowego – bezcenne.

 

 

Zachód słońca 4

 

W naszym Serwisie używamy plików cookies. Korzystając dalej z Serwisu, wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies zgodnie z Polityką prywatności. Wyrażenie zgody jest dobrowolne, w każdej chwili można ją cofnąć poprzez zmianę ustawień dotyczących plików „cookies” w używanej przeglądarce internetowej. Kliknij „Akceptuję”, aby ta informacja nie wyświetlała się więcej.